Dostajemy baty

2003-10-30

Z dzieciństwa pamiętam wiejskie kuźnie, w których podkuwano konie. Mój wujek Paweł miał kuźnię obok kościoła w Cekcynie. Do dziś czuję w nosie swąd przysmażanych końskich kopyt, do których najpierw spod spodu przykładano żarzące się podkowy, aby je dopasować – stąd ten specyficzny swąd. Kowal podcinał kopyta nożem jak gdyby skracał i wyrównywał te końskie paznokcie. Potem gorąca podkowa musiała być zahartowana w zimnym kuble. Powtórnie ją zakładano koniowi na kopyto, od spodu wbijano gwoździe, które – ostro wychodzące na wierzch kopyta – zaklepywano młotkiem na boki. Nic z tego już nie zostało na wsi. Żadnej kuźni. W tradycji i wyobraźni pozostała symbolika podkowy szczęścia. Podkowy wiszą na ścianie podczas wesela. Laurki z podkową i z życzeniami otrzymuje młoda para. Lecz czy my, racjonalni ludzie, możemy przyjmować szczęście w podkowie? Czy raczej gdzie indziej trzeba szukać szczęścia?

Czytaj dalej Dostajemy baty

Sen proboszcza

2003-10-15

Miałem sen.
Zatelefonował do mnie Pan Jezus.
Pytał się, jaka jest w Polsce pogoda. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Bo czy chodziło o pogodę dla bogaczy, czy o pogodę taką w przyrodzie np. deszcz, słońce, spadek ciśnienia… Jednak chodziło Mu o pogodę w znaczeniu duchowym, o kondycję polskiego społeczeństwa. Czy ludzie są źle, pesymistycznie czarno i narzekająco nastawienie na jutro, i na pojutrze, czy optymistycznie widzą przyszłość? I czy widzą coś Bożego na horyzoncie, coś obiecanego z nadzieją i zmartwychwstaniem? Czy przeczuwają, że niejasne i niepewne zamieni się w jasne i pewne, w radość nieprzerywaną żadnym strachem i głupstwem? Czytaj dalej Sen proboszcza