WSPOMINAĆ I ŚWIĘTOWAĆ

Drabiną do nieba 18 XII 2016 (25) [697] 

  Grudzień. Wciąż przemija cośkolwiek albo i więcej. Za nami spotkania, przyjaźnie, braterstwo, wieloraka wdzięczność i święty raban (jaki wytworzył się przed i podczas ŚDM , kiedy gościł u nas w Polsce papież Franciszek). U mnie przy drzwiach przez cały rok chorągiew ŚDM – znak dwóch milionów młodzieży z całego świata. Wtedy ujawniła się ta lepsza nasza strona: gościnność i serdeczność. Jakby schowały się te złe strony naszego społeczeństwa: szukanie wroga wokół siebie, zazdrość, złośliwość, kłótliwość, niechęć do obcych, do uchodźców. Schowały się narzekania, roszczenia i agresja. Czytaj dalej „WSPOMINAĆ I ŚWIĘTOWAĆ”

GALERIA AUTORSKA

Drabiną do nieba 04 XII 2016 (24) [696] 

Z Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy ul. Chocimska 5 korzystam dużo inspiracji intelektualnych i artystycznych. Od kilkunastu lat (Galeria istnieje już 35 lat) zapraszany odwiedzam ją kilka razy w roku – oglądając wystawy malarskie, rzeźbiarskie, słuchając poezji, prozy, dialogów scenicznych, refleksji naukowej o sztuce i kulturze. I mnie organizowali galernicy – przyjaciele kilka wieczorów autorskich.

Czytaj dalej „GALERIA AUTORSKA”

Borowiackie językowanie (II)

Franciszek Kamecki

Borowiackie językowanie (II)

Znawczyni regionu kociewskiego i borowiackiego pani prof. dr hab. Marii Pająkowskiej-Kensik

 

* Wsiowe gadanie

 

WIELKI CZWARTEK

Mówia ci: dawno Franek robił sznary i klapoty,
i wkoło kościoła szli,
i machali, była uciecha,
gzuby dycht do śmiechu,
a Pan Jezus cierpiał za nas rany.

 

Czytaj dalej „Borowiackie językowanie (II)”

POETA

Nie jestem poetą

choć czasem płynie złota rybka

przez moje piwne oczy

a  iskra  szaleje wysoko

ponad płomieniami głowy

I duża kropla znika w pragnieniach białej bibuły

wróbelek skacze po soplach lodu

minus dwadzieścia jeden stopni

Nad szkieletem dorsza

śpiewa 

stary rybak Ernesta Hemingwaya

że człowiek nie jest stworzony do klęski

Nie jestem poetą

sąsiedzi współczują upadkowi anioła

strażacy  śmieją się z pożarów wierszy 

których nie wystarczy 

na rozegranie końcówki nieba i piekła

 

ZBAWIENNA TRUCIZNA

Jad węża

zmniejsza odporność 

chwiejnym krokiem

idziemy ku zbawieniu

coraz mniej pewni siebie

ciemne metry sukna

przesuwane  przed oczami

falują jak czarne morze

i tylko jedna jasna linia 

nad horyzontem o poranku

tam jest wyjście 

z ciemności

i podarowany balon do lotu 

nad przepaściami

sami nic nie możemy

bezradni jak piekło