SKARGA KSIĘDZA (III)

SKARGA KSIĘDZA (III)

Ukryty Panie,
stojącym o świcie w kolejce i gorliwym
zabierasz bramę i ogrodzenie, i domofon,
dziwią się ateiści, bo wierzą że po Twojej stronie
nie ma bramy ani drzwi, ani rozmowy,
zakręć kolorową karuzelą w ciemności,
pozwól aniołom rozsypać bezkresną pustynię,
gdzie tysiąc kilometrów jest jak dziesięć,
a z porannej mgły niech się wynurzy piękna Wenus
jak zachęcająca przejrzystość perspektywy,
uchroń mnie przed labiryntem,
spraw, abym w mojej podróży wyczuwał sens i cel,
węchem i słuchem rozpoznawał doliny i wodospady,
widział, dokąd lecą łabędzie, z jakiego powodu płoszą się stada kozic, jestem wzrokowcem, bez Ciebie, Panie, jestem ślepy. Czytaj dalej „SKARGA KSIĘDZA (III)”

SKARGA KSIĘDZA (II)

SKARGA KSIĘDZA (II)

Paniom
                                     Małgosi Kasprzyk, Elżbiecie Trelli, Ewie Dyjach

Czerwień – agresja pośród kolorów
U głodnych rozbudza apetyt.
W filmie jak krew rozpryskana na twarzy blondynki,
jak pokój zabójstw z nożami i pistoletami,
(co oddalam od siebie szybko
z powodu obrzydzenia).
Bo szkodliwe są mroczne historie
i symboliczne jęki na korytarzach bez okien.

Lepsza konieczność przyrody z porami roku,
napięciami cumulusów. Na przykład długa noc,
która zachłannie zgarnia nawet szesnaście godzin
i chwali się gwiazdami.
W śniegach zasypane Boże Narodzenie,
my w grubych kurtkach,
a tam daleko australijscy aborygeni kąpią się
i bawią na plażach. Czytaj dalej „SKARGA KSIĘDZA (II)”

POETA

Nie jestem poetą

choć czasem płynie złota rybka

przez moje piwne oczy

a  iskra  szaleje wysoko

ponad płomieniami głowy

I duża kropla znika w pragnieniach białej bibuły

wróbelek skacze po soplach lodu

minus dwadzieścia jeden stopni

Nad szkieletem dorsza

śpiewa 

stary rybak Ernesta Hemingwaya

że człowiek nie jest stworzony do klęski

Nie jestem poetą

sąsiedzi współczują upadkowi anioła

strażacy  śmieją się z pożarów wierszy 

których nie wystarczy 

na rozegranie końcówki nieba i piekła

 

ZBAWIENNA TRUCIZNA

Jad węża

zmniejsza odporność 

chwiejnym krokiem

idziemy ku zbawieniu

coraz mniej pewni siebie

ciemne metry sukna

przesuwane  przed oczami

falują jak czarne morze

i tylko jedna jasna linia 

nad horyzontem o poranku

tam jest wyjście 

z ciemności

i podarowany balon do lotu 

nad przepaściami

sami nic nie możemy

bezradni jak piekło 

 

W KRAINIE CUDÓW

Gdzie ogrody i wodospady
w krainie cudów pod okiem opatrzności
pod gołębiem pod krzyżem
schylam się nisko
aby uznać trójcę osób
jedno w wielości
jeden punkt na linii prostej
jedynkę konieczną przed tysiącem zer
aby nigdy nie było nicości
aby nigdy nie było łatwo
aby nigdy nie było prosto

Wystarczy jedyne słowo
które stało się ciałem
skoro połączyło nieziemskie z piaskiem
doczesną trumnę wydłużyło w nieskończoność
pył przestał być kurzem
rdza zaczerwieniła się
robak zamilkł

Śmierć spaliła się ze wstydu